[210] Dożywocie

Wyobraźcie sobie, że dostajecie w spadku dom. Taki na odludziu i właściwie nie wiecie od kogo, ale jednak dom na własność. No dobrze, jest obarczony dożywociem, ale młodzi jesteście, więc taki dożywotnik, to pewnie opuści wasze gościnne progi przed Wami. Na wieczność. I to odludzie w sumie też nie powinno być Wam straszne, skoro akurat jesteście po paskudnym zerwaniu... Już? Zapowiada się fajnie? Konradowi Romańczukowi też się zapowiadało.


Dożywocie Marty Kisiel uwiodło mnie od pierwszych stron, a uczucie nie minęło do ostatniej. Zaczęło się od słowa, ale nie takiego klasycznego o światłości, bo aura w okolicach Lichotki jest raczej ciemna, ponura i jesienna, jak przystało na książkę nawiązującą do romantyzmu. Właściwie też nie od jednego, bo pierwsze zdanie "Wszystko było nie tak" to dopiero obiecujący wstęp, po którym następuje cudownie dowcipny, miejscami ironiczny akapit, a po nim dalsza część powieści, nie ustępująca mu w żaden sposób stylem i poziomem. Rzadko się zdarza żebym aż tak zwracała uwagę na sposób prowadzenia narracji, ale pióro Kisiel zdecydowanie zasługuje na uznanie, bo nawet nie wyobrażam sobie jak trudno musiało być utrzymać przez całą książkę ten sam lekki i zabawny sposób opisywania świata przedstawionego.

A przecież samym językiem całej książki się nie zrobi tak, by trzymała przynajmniej zadowalający poziom. Potrzebna jest jakaś fabuła, jacyś bohaterowie... I tu Kisiel też nie zawiodła. Dożywocie to pięć opowiadań z życia mieszkańców Lichotki. Wszystkie skupiają się na aklimatyzacji Konrada w nowym domostwie, jego początkach kariery pisarskiej, która oczywiście nie może przebiegać normalnie, skoro mieszka z dość nietypowymi współlokatorami, a także przedstawiają przyśpieszony kurs dorastania, jaki Romańczuk przechodzi. Brzmi poważnie? Trochę, ale nie jest takie. Większość opisywanych wydarzeń jest zabawna i absurdalna, a ich konsekwencje jeszcze dziwniejsze.

Cóż nietypowego jest w postaciach? Konrad jest zwyczajny - ot, klasyczny cynik, nieco egoistyczny. Za to reszta... Licho jest aniołem stróżem. Widzicie takiego z płonącym mieczem, nawracającego podopiecznego i ratującego go przed całym światem? Nic z tych rzeczy. Licho chodzi w bamboszkach, z upodobaniem sprząta, a najstraszniejsza broń jaką miał w ręce, to środek na mszyce. Jest jedną z najbardziej rozczulających postaci, jakie w literaturze spotkałam. Taki uroczy, zagubiony dzieciak, w którym trudno dostrzec anioła. Wśród domowników jest jeszcze Szczęsny, niespełniony poeta cierpiący na ból istnienia, nałogowy samobójca. Wkurza wszystkich poza czytelnikiem - nie da się zaprzeczyć, że jest najzabawniejszą postacią w całej książce. Moim ulubieńcem jest jednak trzeci domownik: Krakers. Potwór, przedwieczne zło, które zajmuje się gotowaniem. Czyż to nie jest po prostu piękny pomysł?

Język, wydarzenia, postacie - to wszystko sprawia, że Dożywocie jest książką, której nie mogłam czytać w komunikacji miejskiej, bo cały czas się chichrałam i ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Tak było mniej więcej do połowy, bo po niej zrobiło się nieco poważniej. Nie za bardzo, książka nadal bawiła, ale jednak. Wtedy też zaczęła uczyć tego, czym jest rodzina, co oznacza troska o bliskich, jak ją okazywać... I to wywołało największe zaskoczenie, bo do tej pory traktowałam Dożywocie jako taką prostą, lekką książeczkę rozrywkową i nie oczekiwałam po niej niczego głębszego, a tu proszę: jakieś drugie dno, jakieś trzecie... I to wszystko nienachalnie, bez pełnych patosu przemów, a z pewną dozą humoru.

Jeszcze jedno zwraca uwagę w Dożywociu: konteksty literackie. Cytaty z Mickiewicza jeszcze mnie nie ruszały, dopiero byronizm wzbudził podejrzenia, które się potwierdziły - autorka jest polonistką. To widać w swobodzie z jaką wplata nawiązania do romantyzmu w dialogi, jak przywołuje inne utwory. Robi to w sposób lekki, żartobliwy, więc nie ma się co bać, że nagle padną jakieś peany na temat wieszczów narodowych czy coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy, są tylko idealni do wykorzystania przy kpieniu z postaci. Niekoniecznie tego świadomych.

Dożywocie było obłędne i naprawdę czytałam je z dużą przyjemnością. Jeśli czegoś można by się przyczepić, to najwyżej samej końcówki, która jednak była trochę zbyt poważna i gorzka jak na tak lekką powieść. Nie psuje jednak wrażeń po całości i naprawdę bardzo polecam przeczytanie. To dodaję tak tylko na wszelki wypadek, gdyby ktoś się nie domyślił po tych wcześniejszych peanach.

Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Dożycie
Wydawnictwo: Uroborus
Rok wydania: 2015

Dożywocie:
~ Dożywocie ~ Siła niższa ~

Komentarze

  1. Nie zwróciłam wcześniej uwagi na książkę, a widzę, że powinna mi się spodobać, chętnie uwzględnię ją w planach czytelniczych. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to tutaj tylko zostawię: <3 z uwielbiania dla tej książki i faktu, że ty też się zachwycasz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie jestem po "Nomen Omen" Kisiel i tylko czekam, aż "Dożywocie" i "Siła niższa" wpadną mi w łapki. Słyszałam same dobre opinie, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę.
    Pozdrawiam
    #LaurieJanuary
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jak dla mnie "Dożywocie" jest jeszcze lepsze niż "Nomen omen" ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.