Takie same, wszystkie takie same....

Pod koniec maja zrobiłam porządek w blogach, które obserwowałam. Z 327 jakie miałam na liście pozostały 73, które uważam za naprawdę wartościowe i ciekawe. Nie wszystkie są książkowe, za to wszystkie, które obserwować przestałam należały do tej kategorii. Ze sprzątania mam kilka wniosków, kilka obserwacji i to nimi chcę się dziś podzielić.


1. Blogerzy książkowi mają problem z oryginalną nazwą

Naprawdę żałuję, że nie spisałam ile blogów z mojej listy miało w nazwie słowa book lub książka odmieniane przez wszystkie przypadki. Było ich mnóstwo, większości nie kojarzyłam. Teraz też nie kojarzę i miałabym problem ze znalezieniem ich, gdybym nagle potrzebowała. Ja rozumiem, że warto w nazwie mieć słowo książka po polsku czy angielsku (właściwie czemu po angielsku?), bo to określa tematykę bloga. Tylko że jest mały problem. Wiele blogów to ma i przez wyszukiwarkę znaleźć będzie trudno. Skojarzyć, że chodzi o ten konkretny blog, jak ktoś powie "pisała o tym ta od bloga z bookiem w nazwie" też. Za to tą "co to w nazwie ma jakiś most, chyba drewniany" już tak (Drewniany Most). A jak nie, to szybko znajdę przez wyszukiwarkę.

2. Blogerzy maja problem z oryginalnym wyglądem
Ile znacie kolorowych blogów książkowych? Takich, gdzie te kolory są sensownie dobrane. a tylko kilka. Większość jest bialutka jak śnieg. Czasem pojawia kolorowa czcionka w nazwach gadżetów. I wszystko fajnie, jeśli jest to wygląd spójny, przemyślany i w jakiś sposób charakterystyczny. Leona Zabookowca kojarzyłam przez nagłówek i do obrazka z niego łatwo zapamiętałam nazwę. Ale jeśli wszędzie jest biało, w nagłówku książka jakich tysiące widziałam na innych blogach i niczym niewyróżniająca się nazwa, to ani nie zapamiętuję bloga, ani za bardzo nie chce mi się go przeglądać, bo jakoś niczego wyjątkowego się nie spodziewam.

3. Blogerzy są zbyt kreatywni w kwestii wyglądu
Tak, druga strona barykady. Kolorowo, ale nie żeby jakieś kolory do siebie pasowały. Różowe tło, zielone nagłówki i biała czcionka główna? Czemu nie! Niech jeszcze coś wyskakuje! Mnóstwo grafik, najwyżej komuś strona będzie się godzinę wczytywać. W końcu mi się podoba! A że czytelnik dostaje oczopląsu to szczegół. Naprawdę myślałam, że ten etap blogowej przaśności mamy za sobą. A jednak nie. Na szczęście większość blogów, których właściciele mają nietypowe poczucie estetyki szybko umiera śmiercią naturalną, bo nie ma komcóf. Przypadek?
Ach, zapomniałabym: kocham, jak kursor na blogu zmienia formę na jakieś różdżki, kwiatki, miecze i inne takie. Nawigacja jest taka łatwa, a to tak intuicyjne.

4. Archiwum nie boli
A o tym chyba niektórzy blogerzy nie wiedzą, bo na blogu nie ma. I pod koniec porządków jak nie mogłam na blogu żadnego znaleźć, to stwierdzałam, że przestane obserwować, bo ktoś najwyraźniej nie szanuje mojego czasu, jako czytelnika. Fajne są spisy postów, recenzji i tak dalej, bo też wiele ułatwiają. Problem w tym, że jeśli nie są uporządkowane chronologicznie (a nie są, bo to niewygodne), to nie wiem, czy autor i ja mamy podobny gust. Może książki, które mnie interesują i są wa tym spisie czytał ze 3 lata temu i już nie czyta nic podobnego? Mam klikać i sprawdzać? A skąd na to czas?

5. Posty
Nie, nie będę pisać o jakości recenzji i innych postów. Temat omówiony tysiące razy. Napiszę tylko, że miałam ubaw, kiedy wchodziłam na bloga recenzenckiego, który od pół roku publikował tylko jeden post miesięcznie i było nim podsumowanie. Po co? Nie wiem. Nie był to odosobniony przypadek, znalazłam 3 takie blogi. Nie pamiętam adresu, ale miały booka w nazwie.
Tak, były białe.

6. Nowości
Ostatecznie niewielu blogerów, których obserwuję/obserwowałam decydowało się na pisanie o samych nowościach. Klasyka czy stare pozycje nie są popularne, ale takie z sprzed 3-4 lat jak najbardziej. Nie twierdzę, że problemu nie ma, zresztą mogę być obok niego: nie obserwuję ani największych blogerów książkowych, ani tych najmłodszych, nie jestem też w ostatnim czasie szczególnie zaangażowana w blogosferze, więc mogę być gdzieś daleko od bieżących wydarzeń i mód. Twierdzę tylko, że takie blogi też da się znaleźć. Albo dałoby się, gdyby nie punkt 1.

7. Fajne blogi mają niewielu obserwatorów
A to już bez komentarza, bo mi smutno.

8. Przy jakiejś liczbie obserwowanych blogów przestają być wyświetlane wszystkie powiadomienia o postach
Nie odkryłam jakiej, ktoś wie?
W każdym razie na nowo odkryłam kilka blogów, które obserwowałam, a które w powiadomieniach się nie pojawiały. Teraz na powrót są.

To nie tak, że na podstawie powyższych punktów decydowałam, że rezygnuję z obserwowania blogów (no, poza tym punktem z archiwum, ale to irytujące). Większość odrzuciłam, ponieważ czytam już zupełnie inne książki niż autor. Inne były nieaktywne. Co do niektórych, to jakość postów mnie odstraszała. Piszę o tym, bo trochę szkoda mi tych, którzy już na starcie strzelają sobie w stopę, nie pozwalając sobie przyciągnąć uwagi lub zapamiętać się. A potem narzekają, że nikt nie czyta. No nie czyta, bo nie pamięta, żeby wrócić lub zirytuje się przy pierwszej wizycie i już mu się nie będzie chciało.

Komentarze

  1. Heh, ciekawe, jakby wypadł mój blog, kryteria oceny masz wyśrubowane :) Ja u ciebie lubię najbardziej zwięzłość recenzji, nie piszesz długo, ale przekazujesz w nich wszystko, co najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal obserwuję, więc wypadł dobrze :D A poważnie: nie przestałam obserwować żadnego bloga tylko dlatego, że wygląd czy nazwa mi się nie podobała :D Po prostu po przejrzeniu kilkunastu, wchodząc na kolejny miewałam deja vu - "no przecież ja właśnie zamknęła kartę z danym blogiem... A nie, to jednak inny".

      Usuń
    2. Chyba najlepszym kryterium oceniania blogów jest chyba to, o czym wspomniałaś na samym końcu: czy czytasz książki w podobnym guście co autor. Niestety ja mam z tym problem, bo jak widzę całkiem fajnie prowadzony blog o młodzieżówkach/romansach (zupełnie nie moje klimaty) to i tak go obserwuję, bo mam nadzieję, że kiedyś autor napisze o czymś, co mnie zainteresuje. I tym sposobem mam koło 130 obserwowanych blogów, a czasem nie mam co czytać:P
      Od razu odstraszają mnie dwie rzeczy: nieczytelny font i białe litery na czarnym tle. Nie obserwuję blogów, które męczą wzrok.

      Usuń
    3. No właśnie też mam kilka blogów, na których recenzje zupełnie mnie nie interesują, ale podobają mi się posty okołoksiążkowe lub lifestylowe i jest to dostateczny powód, by dalej bloga odwiedzać.
      Ale to z fontami, to prawda. Już i tak przeraża mnie stan mojego wzroku, więc nie zamierzam go dodatkowo męczyć.

      Usuń
  2. Ja też co jakiś czas dokonuję takowej segregacji, ale najczęściej po prostu usuwam nieaktywne blogi lub takie, w których ostatnie opinie pojawiły się kilka miesięcy temu. Zdarza mi się też usunąć kogoś, bo kiedyś coś mi odbiło i zaczęłam go obserwować, a jego opinie składają się z pięciu zdań na krzyż i to jeszcze z błędami, więc szkoda mi cennego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Niestety u mnie jest biało, ale wydaje mi się, że tak jest przejrzyście - wieel blogów tak wygląda, ale jakoś muszę to przeżyć. :)

      Usuń
    2. Rany, coś bardzo mi ten post nie wyszedł, bo cały czas się tłumaczę :D Nie mam nic o białego: jak piszesz, jest przejrzysty, wszystko wygląda schludnie. Ale jeśli mamy tylko białe tło i czarne litery, nawet nagłówek niczym się nie wyróżnia, to jednak jest to trochę nudne. Zresztą, blog, który podałam za pozytywny przykład (mam nadzieję, że to widać...) tez jest biały, ale w swojej bieli bardzo przemyślany.

      Usuń
    3. Ale w sumie też masz biały blog z czarnym nagłówkiem - tak jak i ja... :)

      Usuń
    4. Nie mam nic do czarno-białego, a do niczym się nie wyróżniającego...

      Usuń
    5. Każdemu podoba się co innego, więc to, co według Ciebie wyróżnia się czymś, dla kogoś innego może być zwyczajne. ;-)

      Usuń
    6. Myślę, że nie do końca. Faktem jest, że każdy ma własny gust. Ale to czy coś się komuś podoba czy nie w żaden sposób nie wpływa na oryginalność.

      Usuń
  3. No więc skoro już dyskutujemy o kolorach XD to jestem ciekawa, czy według ciebie kolory na moim blogu są dobrze dobrane.
    A tak poza tym to zgadzam się z tobą całkowicie. Książkowe blogi są zazwyczaj białe i mają książkę w nazwie. Do tego stopnia, że czasem trudno je spamiętać, ale na szczęście ja obserwuję tylko takie, które w jakiś sposób do mnie do siebie przyciągnęły. Taka Oddam ci Książkę, która ma chwytliwą nazwę czy Złodziejka Książek, która pisze naprawdę świetne recenzje i posty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrane w sposób przemyślany i sensowny :D
      Tak, chwytliwe nazwy zawsze dobrze wyglądają i przyciągają uwagę ;)

      Usuń
  4. Dobre tematy na post, to się zgodzę. Sama nie lubię kolorowych blogów, i tak z czystej ciekawości sprawdziłam ile ja blogów obserwuję. Wyszło, że 80. Z czego 16 jest nieaktywnych... na kilka jeszcze czekam, aż się opamiętają, a jak nie, to zaraz będę je usuwać, w sensie za jakiś czas. Wiem, że w jednym przypadku dziewczyna wyjechała do wymianę za granicę, a druga zawiesiła bloga. Ale to skrajne przypadki.

    A Tobie jak podobają się moje flamingi z fioletem? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak z ciekawości: nie lubisz kolorowych blogów, ale sama masz kolorowy? Czemu?
      Flamingi zawsze spoko. :D

      Usuń
    2. Bo lubię fiolet... Chciał zmienić go na biały, ale się nie da na tym szablonie, bo próbowałam. :( Dlatego z flamingami mam fiolet a nie biel. A znów zmieniać szablonu nie chcę, bo mam go od początku i dobrze mi służy. I nie lubię przesadzonych kolorów, w sensie np kursor w różowe serduszka, czerwone tło postów, a tło bloga w jakieś ciapki, gdzie gryzie się to kolorystycznie z innymi elementami. :/

      Usuń
  5. I ten moment niepewności, kiedy sprawdzam, czy naszego bloga też odobserwowałaś. :D

    Jeśli chodzi o sam tekst, to niestety zgadzam się z Tobą w zdecydowanej większości punktów. Sama niedawno zrobiłam czystki na obserwowanych blogach i wyleciało ich całkiem sporo. Przyznaję nawet, że kilka ze względów wizualnych, bo jakiś czas temu łudziłam się, że krzykliwa i nieczytelna strona nie będzie mi robić różnicy. Otóż robi. Czasem nie jestem w stanie czytać posta, bo po wejściu na stronę zupełnie mi się odechciewa. Do tego dochodzi jakość tekstów (ale o tym nie rozmawiamy ;)).

    A nieksiążkową nazwę błogosławię, bo jakbym teraz chciała pisać o czymś innym, czy jakoś delikatnie przesunąć blog w odmienne obszary, to mogę to zrobić bez zmieniania czegokolwiek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieksiążkowa nazwa pod tym względem jest wygodna, ale niestety też nie wskazuje na tematykę bloga i czasem zastanawiam się ile razy ludzie zamykają kartę nim zobaczą o czym jest. Tak na zasadzie "e, tu na pewno o książkach nic nie będzie".
      A o jakości tekstów nie rozmawiajmy, to chyba najbardziej wyeksploatowany temat :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.