Złe, bo polskie?

To, że w blogosferze książkowej pojawiają się tendencje, to oczywiste i chyba każdy pewne zauważa po miesiącu, albo i prędzej. Rzadko są stałe, zwykle utrzymują się przez jakieś kilka-kilkanaście miesięcy i odchodzą w niepamięć lub od czasu do czasu ktoś się z nich pośmieje. Jest jednak pewna, która od bardzo dawna mnie zaskakuje, bo zupełnie się jej nie spodziewałam - niechęć do czytania polskich autorów.

Myślałam, że to przeszłość, skoro ostatnio jest taka moda na Mrozy i Bondy, a w sieci pojawia się mnóstwo wyzwań z serii "czytam polskich autorów". Myliłam się, bo w komentarzach i wypowiedziach na FB nadal można trafić na z dumą wygłaszane, jakby było się czym chwalić, "nie czytam polskich autorów". Za każdym razem zastanawiam się dlaczego. Nawet parę odpowiedzi widziałam: że taki autor się obraża, że się wykłóca, że potrafi napisać do recenzenta tylko po to, by go zjechać. Ba, w zeszłym roku sama widziałam "uroczą" wymianę komentarzy autora pod pseudonimem z jedną z blogerek i było kilka artykułów na ten temat w sieci - pewnie ostatecznie każdy słyszał o tej historii. Można powiedzieć, że te argumenty jestem w stanie zrozumieć, ale pochwalić? Nie, raczej nie.

Przecież nie każda książka jest zła, a naprawdę wiele genialnych można przegapić nie czytając książek tylko dlatego, że autor jest określonej narodowości. Zresztą, nawet jeśli będzie zła, to rozumiem, że autor może się oburzyć za negatywną recenzję, ale wszyscy tak mamy, niezależnie od tego co robimy. Rozumiem nawet, że jeżeli negatywna recenzja będzie źle napisana a argumenty w niej użyte absurdalne, to postanowi coś z tym zrobić i napisać do recenzenta. Jesteśmy ludźmi, więc nawet kilka nieprzyjemnych słów, które nie powinny nigdy paść, może jednak paść. Z obu stron. I to też można zrozumieć. Czy to powód by nie czytać polskich książek? Pewnie, ale taki sam, jak do nie czytania książek w ogóle. Bo książka każdego autora może okazać się zła i jaka różnica, czy będzie on Polakiem, Anglikiem czy Hiszpanem? Taka, że tylko Polak przeczyta recenzję?

Tu wchodzi kwestia odpowiedzialności. Publikując recenzję (każdą!) biorę na siebie odpowiedzialność za każde słowo, które napisałam. Tak powinien robić każdy bloger, bo nawet jeśli ma niskie statystyki, to oddziałuje na jakąś grupę ludzi. Zachęca lub zniechęca ich do określonych zachowań. Musi więc pisać dobrze, musi pisać tak, by się tego nie wstydzić. Rzeczowo, by wszystko potrafić udowodnić w tekście, wyjaśnić na jakiej podstawie wyciągnął dany wniosek - dlaczego książka mu się podoba lub nie. Tego nie da się zrobić pisząc o samych emocjach, jakich doświadczyło się przy czytaniu książki (a tak przecież wyglądają "recenzje" na niektórych blogach) i rozumiem, że dlatego niektórzy nie chcą pisać recenzji polskich książek żyjących autorów. Pozostają jeszcze ci, którzy nie żyją, więc może chociaż ich...?

Ale też nie. Przecież jest taki pęd za nowościami, że nikt nie złapie odpowiedniej ilości wyświetleń pisząc o książkach, których nikt nie zna. Albo, nie daj borze, klasyce. Przecież klasyka jest zła. Gryzie. To się w szkole czyta, z bólem wielkim i marzeniem o skończeniu. Albo nie czyta, bo przecież streszczenie jest.

I tak wszyscy polscy autorzy mają przechlapane. Nawet ich rodzimy czytelnik nie chce ich czytać, bo po co? Przecież z góry zakłada, że książka będzie słaba a autor jeszcze go zrówna z ziemią. Musi mieć rację, prawda? Tylko że nie. Kto nie wierzy, niech zerknie pod moją recenzję Ekspozycji.

A Wy czytacie polską literaturę? Dlaczego?

Komentarze

  1. Ja czytam polskie książki - nie wiele, ale zawsze coś :) Uwielbiam książkę Mirosława Sokołowskiego - Gady (o narkomanach), powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk też uwielbiam! Czytałam także Bondę - chociaż nie jestem jej wielką fanką... Planuje także przeczytać coś Mroza. Myślę, że problemem jest także to, że polskie książki nie są dobrze promowane. Może gdyby zrobić im lepsze kampanie reklamowe, więcej osób, by je czytało. Sama nie wiem czemu czytam polską literaturę. Po prostu te książki wydawały mi się ciekawe.

    RosePerdu Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wymienionych przez Ciebie znam tyko Bondę i też mi nie podeszła. O Miszczuk słyszałam, ale jakoś jeszcze nic nie czytałam... Musze nadrobić.
      Kiepska promocja polskich powieści też wydaje się faktem. Przez działania marketingowe trafiłam na ze dwóch-trzech polskich autorów...

      Usuń
  2. Nigdy nie czytałam, ale jak zaczęłam blogować to postanowiłam, że spróbuję. Kiedyś próbowałam z Grocholą i średnio mi to wyszło, więc zaprzestałam. Ale chyba nie jeden autor świadczy o całej reszcie? A ja powiem w drugą stronę, jeśli chodzi o te negatywne komentarze autorów pod recenzjami (co moim zdaniem skreśla taką osobę całkowicie...) Mialam sytuację zupełnie inną. Napisała do mnie autorka prywatnie z podziękowaniami za miłe słowa! Byłam tak wniebowzięta :)! Niedługo potem otrzymałam od niej jej książkę i mam z nią cały czas kontakt. To znaczy z autorką. I właśnie to mi się w tych polskich autorach podoba - że są oni jakby bardziej w zasięgu ręki niż Ci zagraniczni. I chociaż do mega fanek wspomnianego Mroza nie należę to uśmiech mi się nasuwa na usta jak czytam o tym, że pan Mróz podczas podpisywania książek kojarzy niektóre osoby z blogów, z którymi wcześniej w ogóle nie rozmawiał. Nie rozumiem, jak można powiedzieć że się nie lubi Polskich autorów. Przecież każdy pisarz ma inny styl i inaczej buduje swoje powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie nie świadczy, ale ja to chyba z innego świata jestem, jeszcze nawet zdarza mi się dawać drugą szansę książkom autora, którego za pierwszym razem nie polubiłam...
      Oby było więcej takich autorów :)
      Mróz w ogóle ma fajne podejście do czytelników. I własnie ta możliwość kontaktu jest fajna - łatwiej trafić na spotkanie autorskie polskiego autora niż czekać X czasu aż zawita do nas zagraniczny.

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o to, że jeśli autor się "rzuca" w komentarzach pod negatywną recenzją jego książek, nierzadko pod pseudonimem (takie akcje też miały miejsce) to dla mnie taka osoba jest... no nie wiem jak to określić. Każdy ma inną opinię, a krytykę powinno się przyjąć na klatę, zanotować i zapamiętać na przyszłość.

      Usuń
  3. Z polskim książkami jest taki problem, że rynek zalały setki "dzieł" totalnie beznadziejnych, wydawcy nie stosują konsekwentnie sita, które nie przepuściłoby słabych pozycji, a czasem kierują się faktem, że twórca jest np celebrytą lub blogerem, który niekoniecznie potrafi pisać. Osoba, która kupi taką książkę i srogo się zawiedzie na drugi raz będzie ostrożna i zdecyduje się na kupno książki, którą przetłumaczono (a to znaczy, że wydawcy opłacił się zakup pozycji zagranicznej pozycji).
    Sama czytam polskie książki, ale starannie je wybieram i gnioty "zaliczam" tylko okazjonalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale są też setki dzieł beznadziejnych i zagranicznych. Jak się sita nie stosuje, to trafia się na gnioty niezależnie od narodowości autora. Zwykle do nich należy to, co wydawcy się opłaciło... Czytałaś może artykuł o wydawaniu książek w ostatnich "Książkach"? Przerażający.

      Usuń
  4. Czytam polską literaturę i ją lubię, ale boję się pisać niepochlebnych recenzji :) dzisiaj właśnie taką dodałam i trochę drżę jak na to zareaguje autorka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w niepochlebnej recenzji, ale tak jak było napisane w notce powyżej - trzeba pokusić się o jakąkolwiek racjonalizację swojego odczucia, namiastkę konstruktywnej krytyki, wskazanie wad i niezapominanie o zaletach, jeśli takowe są, a zazwyczaj są! ;)

      Usuń
  5. Czytam polską literaturę, bo kilka książek przekonało mnie, że Polacy też piszą świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Często zdarza mi się słyszeć, " Polaków nie czytam", jednym z przytoczonych argumentów jaki usyszałam, że "mam dość na co dzień polskiej rzeczywostości, więc czytać o niej nie muszę" coś w tym może jest bo wszędzie dobrze gdzie nas nie ma
    Lubię polskich autorów i trzeba przyznać, że mamy wielu utalentowanych i zdolnych. Nie ukrywam, że braki w polskiej literaturze wciąż mam, ale sukcesywnie łatam dziury.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zawsze Polski autor równa się DOBRY autor. Czasami Polski autor = WSPANIAŁY autor. Szkoda, że tak wielu właśnie kieruje się tym, że z góry zakłada, że jest on do kitu, że zagraniczne są lepsze. Tkwi taka osoba w wielkim błędzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja przez lata nie czytałam polskich autorów. Dlaczego? Od zawsze byłam fanką fantasy i czytałam tylko takie książki, a na polskim rynku poza Andrzejem Sapkowskim i jego Wiedźminem nie znalazłam dla siebie niczego atrakcyjnego, w oczy rzucały mi się same obyczajówki. Nie twierdzę, że złe, ale zupełnie nie w moim czytelniczym guście. Teraz nadrabiam lekko braki, ale na stałe gości u mnie tylko Remigiusz Mróz i Nadia Szagdaj. Innych czytuję okazjonalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście czytam polską literaturę, co prawda nie za wiele, ale jednak coś. Najbardziej chyba odnajduję się w polskich kryminałach, ale i fantastykę mamy niczego sobie. :D
    Nie rozumiem tego, jak bardzo ludzie są zniechęceni do polskich autorów. Bardzo często dorównują oni zagranicznym kolegom po fachu, a może nawet i przewyższają ich. :) Polski pisarz nie równa się zły pisarz. Myślę, że niekiedy do czytania polskiej literatury trzeba dorosnąć i zacząć ją zauważać w stosach nowości zagranicznych. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. raczej unikałam polskich autorów, czasem trafiło się coś z polskiej fantastyki (Sapkowski, Ziemiański) aż do momentu, w którym odkryłam genialną Martę Kisiel. teraz staram się przełamywać i sięgać również po polskich autorów. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.