[Do zobaczenia] X-Men: Apocalypse

Jak już wspominałam w piątek, czas tymczasowo zakończyć przygodę z X-Menami najnowszym filmem z wytwórni Marvela. Po seansie mój żal z tego powodu jest nieco mniejszy, nadal czekam jednak na najnowszych Avengersów i mam nadzieję, że wypadną lepiej niż X-Men: Apocalypse.
Możliwe spojlery.


Niedawno zachwycałam się głębią, której X-Meni zaczęli nabierać. Wygląda na to, że już skończyli, bo wszystkie rozterki bohaterów, wszystkie ich problemy i braki pewności wyparowały, jakby ich nigdy nie było. Nagle wszyscy wiedzą,co jest słuszne, co nie jest i postacie wypadają przez to dość blado, fabularnie film też traci. Szkoda, zwłaszcza, że pojawiły się "nowe postacie" - Jean (Sophie Turner), Cyclops (Tye Sheridan), Storm (Alexandra Shipp). Wszyscy mają jakieś problemy, ale w zasadzie ich nie ukazano. Nie ma żadnego godzenia się z losem mutanta, nie ma obaw, niechęci... Nic. Nawet Cyclops, który dopiero odkrył swoją moc niemal od razu przeszedł nad nią do porządku dziennego, gdy dostał okulary.

Postacie niemal w ogóle mi nie pasowały. Nowi Czterej Jeźdźcy po prostu byli, po prostu walczyli, ale jakoś tak bez sensu. Ani nic nie wnieśli, ani nie odegrali szczególnie ważnej roli. Po raz pierwszy wprowadzono Storm, ale też nie odegrała większej roli. Wypowiedziała może ze 4-5 zdań, po czym cały czas stała w cieniu, obserwowała, ostatecznie nawet nie wiemy co spowodowało jej przemianę wewnętrzną. A może wcale przemiany nie było, może od początku coś jej nie pasowało...? Nie mam pojęcia.

Nie mam też pojęcia co w filmie robił tytułowy Apocalypse (Oscar Isaac), poza powtarzaniem, że jest bogiem i naprawi świat, by służył mutantom. Ach, jeszcze się przechadzał. I pokłócił z Xavierem, raz z nim pobił... Tu nie przeczę, sceny były świetne, ale właśnie za sprawą profesora. Charles (James McAvoy) po raz kolejny potrafił zachwycić odgrywaniem roli charyzmatycznego profesora, który samymi słowami i pewnością ich prawdziwości potrafi zmienić ludzi i wpłynąć na wydarzenia (nawet jeśli się jąka przy spotkaniu z kobietą). To właśnie duet McAvoy i Fassbender zawłaszczyli sobie cały film, po raz kolejny urzekając widzów. 

Najważniejsza scena walki pomiędzy X-menami a Apocalypse rzeczywiście była widowiskowa, głownie za sprawą Jean. Ujawniła tak niesamowitą i interesującą moc, że aż jestem ciekawa, jak dalej potoczą się jej losy.

W filmie nie brakowało scen humorystycznych. "Henryku, nie rób tego!" znają już chyba wszyscy i choć historia Magneto jest smutna i przejmująca, scena wypadła po prostu zabawnie, jest też komiczne (choć nieco ograne) ujęcie z Quicksilverem (Evan Peters) i absolutnie cudowna scena jąkającego się profesora, o której już wspominałam - to moje ulubione, ale jest ich dużo, dużo więcej.

Ostatecznie film nie wypada źle. Jest ciekawy ogląda się bardzo przyjemnie, ale do arcydzieła mu brakuje naprawdę dużo, dużo brakuje mu też do Przeszłości, która nadejdzie, która była o wiele lepsza. Niemniej, polecam, film oglądany czysto rozrywkowo naprawdę daje radę.

Tytuł: Apocalypse
Scenariusz: Simon Kinberg
Premiera: 20.05.2016 (PL)

X-men ~ X-men 2 X-men: Ostatni bastion ~ X-men Geneza: Wolverine ~ X-men: Pierwsza klasa ~ Wolverine ~ X-men: Przeszłość, która nadejdzie ~ Deadpool ~ X-men: Apocalypse ~ Gambit ~ Wolverine 2 ~ X-force ~ 

Komentarze

  1. Jestem ogromnie ciekawa tego filmu :D Trailery były troszkę kiczowate, więc mam nadzieję, że film wypadnie nieco lepiej, cóż, szkoda, że bohaterowie nie są targani emocjami... Nie lubię laleczek rzuconych w wir akcji, a tu wydaje mi się, że własnie tak było.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.