Strony

Archiwum bloga

środa, 18 listopada 2015

[99] Taniec ze smokami

Ponarzekałam sobie trochę przy recenzowaniu pierwszej części Tańca ze smokami. Wiele mi się nie podobało, wiele nudziło i jakoś nie spieszyłam się z sięgnięciem po część drugą. A tu proszę, tym razem nie mam powodu do narzekania. Akcja drugiej części była zdecydowanie bardziej dynamiczna niż pierwsza. Działo się bardzo dużo, a ilość i poziom intryg ponownie zaskakuje.


W poprzedniej recenzji książek Martina zastanawiałam się nad tym, czy oglądanie serialu nie psuje mi czytania  i teraz tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak było. Drugi tom Tańca ze smokami inaczej opisywał i kończył wątki - przyznaję, to niekoniecznie dobre określenie, bo te, które serial już definitywnie zakończył, w Pieśni pozostały jeszcze otwarte. I to jak otwarte - w kwestii wielu postaci jeszcze nie wiadomo, czy to na pewno koniec i jak to się może zakończyć.

Po raz pierwszy od dawna książka Martina rzeczywiście potrafiła mnie zaskoczyć. Nie było tych zaskoczeń równie wiele, co na początku Pieśni, ale kilka z nich sprawiło, że naprawdę się zdziwiłam. Swoją drogą, skoro o zaskoczeniach i zwrotach akcji mowa, to mam wrażenie, że Pieśń coraz bardziej przypomina powoli sunący okręt, który ma po prostu dotrzeć do celu mimo wielu przeszkód niż łupieżczy drakkar Żelaznych Ludzi - taki, który owszem, do celu dociera, ale po drodze zahaczy o kilka wysp i zrobi awanturę. Co mam na myśli? Martin stara się kończyć wątki, ale nie są to już tak dramatyczne i tajemnicze zakończenia, jak na początku. Choć pewnie młody książę Martell się ze mną nie zgodzi. Jest to zrozumiałe, w końcu pozostały jeszcze tylko dwa tomy sagi i ciężko oczekiwać, by wciąż wprowadzał nowe wątki, ale przez to brakuje trochę czaru, który był na początku Pieśni. Już się nie zastanawiałam, kto pociąga za sznurki i tak naprawdę knuje. to wydaje się bez znaczenia.

W pierwszej części wątek Daenerys wypadł najsłabiej i najbardziej mnie zawiódł - tym razem nie mam tylu powodów do narzekania, głównie dlatego, że Martin skupił się na jej życiu osobistym, pokazał też jak widzą i oceniają ją inni. Matka Smoków ma najbardziej przerąbane życie w całej sadze, a konkurencja pod tym kątem jest naprawdę duża. Z drugiej strony - jeszcze ma życie, a to już coś...

Najlepszy wątek? Tyrion, znów, jak zwykle. Został niemal całkowicie zmieniony wobec serialu i dzielny karzeł mógł po raz kolejny wykazać się swoją niewątpliwą inteligencją (no, raz zdecydowanie przesadził...).  Lannister ma zdecydowanie najciekawsze życie w sadze. I mimo tego jeszcze je ma...

Druga część Tańca ze smokami podobała mi się o wiele bardziej niż pierwsza. Daleko było jej do ideału, daleko też do wcześniejszych tomów, ale podobała mi się.

Tytuł: Taniec ze smokami
Autor: George Martin
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 760

Pieśń Lodu i Ognia:
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę

12 komentarzy :

  1. Dalej jestem z Martinem na bakier, ani książek, ani serialu. Mam nadzieję, że uda mi się to kiedyś nadrobić. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieśń Lodu i Ognia <3 ja tylko zastanawiam się, jak on chce zakończyć te wszystkie wątki. nie oglądałam serialu, wiem tylko co działo się w książkach. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze do czynienia ani z serialem, ani z książką, jednak bardzo chciałam sięgnąć po tę serię przed obejrzeniem ekranizacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja!
    Nie, to jednak nie dla mnie. Wiem, że to seria wręcz kultowa, jak i ekranizacja, ale... chyba nie moje klimaty. Jeśli coś to chyba poprzestanę na obejrzeniu serialu, o ile kiedykolwiek zacznę go oglądać :)
    Zapraszam do mnie na nową recenzję drugiej części "Klątwy tygrysa"! BEZ SPOILERÓW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Warto dać szansę chociaż serialowi. Nadmiar erotycznych scen, który tak mu się zarzuca występuje tylko w pierwszym sezonie, reszta ma już wyższy poziom :)

      Usuń
  5. Nie czytałam i w najbliższym czasie raczej nie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Serial uwielbiam i przybieram się do poznania tej historii w wersji papierowej, tylko objętość każdego tomu napawa mnie niemałym przerażeniem. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wygląda strasznie, czyta się bardzo szybko :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl