Strony

Archiwum bloga

środa, 14 października 2015

[90] Siedem szkiców

Podobno kiedy zaczęto publikować biografie, autobiografie i dzienniki recenzenci stanęli przed poważnym problemem - jak ocenić tekst, bez oceniania osoby, o której traktuje? Jak oddzielić często intymne myśli i poglądy od ich autora? I czy ktokolwiek ma do tego prawo? Przyznam, że tak górnolotne pytania nie towarzyszyły mi w momencie, kiedy zaczynałam czytać "Siedem szkiców". Nie zastanawiałam się nad tym również w trakcie pisania recenzji. Tekst jest tylko tekstem, autor jest oddzielnym bytem, nawet jeśli mówimy o dzienniku - zbyt często sami się oszukujemy, by ufać nawet tak osobistym tekstom. Nie zmienia to faktu, że po książeczkę sięgnęłam, by Virginię choć trochę poznać nim sięgnę po "Dzienniki".



"Siedem szkiców" to malutka książeczka, zawierająca siedem esejów, wstępy (tak, liczba mnoga) i komentarze. Moją pierwszą reakcją, gdy przekartkowałam książkę, było duże zdziwienie i swego rodzaju rozbawienie - tych wszystkich wstępów i komentarzy było więcej niż tekstu właściwego autorstwa Woolf. Jednak w trakcie lektury przestało mnie to bawić, a okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem -  w tekstach pojawiają się miejsca i ludzie, o których nie słyszałam, a komentarze wyjaśniają kim są, dlaczego byli ważni i w jakich okolicznościach zwrócili uwagę Woolf. Dodatkowo kreśliły kontekst historyczny i pokazywały, co w życiu Woolf działo się prócz opisywanych wydarzeń. Bez nich lektura "Siedmiu szkiców" byłaby bezsensowna, ponieważ nawet mentalność Woolf poznajemy przez ich pryzmat.

Jedna rzecz mnie w "Szkicach" irytowała - wśród nich pojawił się esej zatytułowany "Żydzi", w którym Woolf opisywała Żydówkę i podaną u niej kolację. Zrobiła to złośliwie, nieco wyolbrzymiając wszystko - krótko mówiąc tekst nie różnił się niczym od innych. Tymczasem już w pierwszym wstępie czytałam o antysemityzmie Woolf, który z tego opowiadania bije, później w kolejnym wstępie, w komentarzach poświęcono na to masę miejsca - nie tylko w tych dotyczących tego konkretnego eseju, ale i wcześniejszych. Problem w tym, że antysemityzm bije co najwyżej z tych właśnie komentarzy, nie z samego tekstu Woolf - w podobny sposób podchodziła do innych ludzi.

Czy warto przeczytać "Siedem szkiców"? Tak, jeśli chce się czegoś dowiedzieć o Virginii Woolf lub o mentalności ludzi żyjących w jej czasach - obrazy tworzone przez pisarkę są doskonałe, choć niepozbawione złośliwości. "Siedem szkiców" stanowi jednak tylko krótki urywek czasu i w sumie niewiele się z niego dowiadujemy. Zachęcają za to do sięgnięcia po "Dzienniki".

Tytuł: Siedem szkiców
Autor: Virginia Woolf
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 96

4 komentarze :

  1. Raczej nie jestem zainteresowana tą książką :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek Twojej recenzji mnie zaintrygował, bo nigdy nie zastanawiałam się nad aspektem, że recenzując biografię, recenzuję czyjeś życie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nigdy o tym nie myślałam w ten sposób.
    Ale mimo wszystko nie lubię biografii.
    Nominowałam Cię co Liebster Blog Award: http://jejwysokoscksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mnie zaciekawił ten wstęp do posta. Choć biografii nie czytuję, to jednak faktycznie coś w tym jest. No, mam tylko chrapkę na biografię Tolkiena :3.
    Pani Virginii Woolf zupełnie nie znam, ale ma świetne nazwisko :P.
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...