Strony

poniedziałek, 21 września 2015

Do zobaczenia: Filary Ziemi

"Filary Ziemi" są serialem na podstawie książki Kena Folletta o tym samym tytule. Jednej z moich ulubionych książek, swoją drogą, więc wymagania wobec serialu miałam spore. Trochę dziwię się sobie, że dopiero teraz postanowiłam go obejrzeć - już nawet w TVP leciał kilka lat temu.


Pierwsze, co zasługuje na pochwałę, to zgodność fabuły serialu z książkowym pierwowzorem. Naprawdę niewiele wątków zmieniono (choć przy paru zmianach naprawdę mocno zgrzytnęłam zębami...), niewiele pominięto. Spory wyczyn, zważywszy, że fabuła jest naprawdę skomplikowana. Follett w książce zawarł mnóstwo intryg, niektóre były rozwijane przez setki stron, a tajemnice postaci ujawniano stopniowo. Tak było i w filmie - pewne wątki rozwijały się niezwykle szybko (na to wypada jednak przymknąć oko - serial ma ograniczony czas trwania), inne powoli, czasem twórcy filmu dodali im nieco więcej dramatyzmu lub uprościli, ale nie były to szczególnie duże zmiany. Dodatkowym plusem ode mnie dla twórców ekranizacji było ukazanie postaci walczących władców. Była to ich własna wizja, bowiem Follett nie poświęcił im za dużo miejsca (lub wcale go nie poświęcił) w książce, ale niezwykle pasowała klimatem do pozostałej treści, wypadła również bardzo realistycznie. Z pewnością pomocny był fakt, że władcy byli postaciami realnymi, jednak nie umniejsza to wartości.

Gra aktorska stała na dość wysokim poziomie, choć dla niektórych początki były ciężkie. W
źródło
przypadku Jacka (Eddie Redmayne) miałam ochotę parę razy podać mu chusteczkę, bo prawie się ślinił - raz: na widok Alieny (Hayley Atwell), dwa: miał tak bezmózgi, pozbawiony inteligencji wyraz twarzy, że dziwiłam się, iż ślinę potrafi jeszcze utrzymać w buzi. Było tak tylko na początku, później sytuacja się poprawiła. Przyznam jednak, że zdążyłam zacząć się martwic o to, czy czasem twórcy nie zniszczyli jednej z najlepszych postaci. Obawa okazała się na szczęście niesłuszna. Zepsuli za to Philipa (Matthew Macfadyen) - nie da się ukryć, że w książce mimo że był pobożny, był również inteligentny, tu tej inteligencji trochę zabrakło. Właściwie zrobiono z niego kogoś w stylu fanatyka pozbawionego wszystkich wad, poza jedną - naiwnością. Perfekcyjnie za to wypadli Ellen (Natalia Worner) i Tom (Rufus Sewell) - nie tylko jako postacie zgodne z książkowym pierwowzorem, ale i pod kątem gry aktorskiej. Postacie przez nich stworzone były naprawdę reale, nie miałam wrażenia, że oglądam film - byli naprawdę żywymi ludźmi. Ach, podobnie było z Waleranem (Ian McShane)! I Williamem (David Oakes), choć jego postać została nieco zmieniona względem pierwowzoru - niestety tym razem szkoda była duża, bo Follett stworzył postać zdecydowanie bardziej skomplikowaną niż przedstawiono w serialu. Tutaj muszę się przyznać, że mój żal może być zwiększony tym drobnym szczegółem, że do roli Williama wybrano najładniejszego aktora w serialu, a jego postać do przyjemnych nie należała... Ale postacie już chyba wypad porzucić, starczy jeśli powiem, że wszystkie naprawdę były doskonale dopracowane, a aktorzy popisali się swoją grą. 

Pozostaje jeszcze kwestia scenerii i kostiumów postaci, gdzie również twórcy się popisali. Zadbano o wszystkie szczegóły od ubrań pasujących do epoki i statusu społecznego, po takie szczegóły jak wyróżnianie się Alieny - niby zdegradowana społecznie, ale widać, że pamięta o przeszłości i wciąż czuje się hrabianką. Zaakcentowano to ładną biżuterią, nienoszoną przez inne postacie, czy ładnym  i dużym domem.

Ogólnie rzecz biorąc serial bardzo mi się podoba, co dodaję tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś jeszcze nie był pewien. Jako ekranizacja książki jest bardzo dobry, jak oddzielna produkcja dla nieznających jej może być jeszcze lepszy - nie będą zgrzytać zębami na pewne zmiany fabularne. Polecam!

Tytuł: Filary Ziemi
Liczba sezonów: 1
Liczba odcinków w sezonie: 2008
Lata emisji: 2010

7 komentarzy :

  1. Oglądałam ten serial i sobie go cenię, podobał mi się, pamiętam, że mimo z nim spędziłam czas, nie jest on może oszałamiający, ale miło się na niego patrzyło, książki nie znam, ale może kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam, jest jeszcze ciekawsza :)

      Usuń
  2. Czytałam i oglądałam i muszę przyznać, że wciągnęła mnie ta fabuła, chociaż wiadomo, że książka zawsze lepsza. Co jednak uderza mnie w tej powieści Folletta - człowiek zaczyna pałać żywą niechęcią do czarnych charakterów. Po prostu odczuwa się to tak, jakby ich matactwa dotyczyły nas samych bezpośrednio.
    http://jejwysokoscksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zaskakujące. Zwykle do czarnych charakterów mam pewną sympatię (czasem nawet większą do niż do pozytywnych), ale tu zostali tak wykreowani, że się nie dało.

      Usuń
  3. Nie w moim stylu. Raczej nie skusze się o obejrzenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie mój gust ;)
    Zapraszam na mojego bloga ;)
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...