Strony

niedziela, 6 września 2015

[85] Taniec ze smokami cz. I

Tytuł: Taniec ze smokami cz. I
Autor: George Martin
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zysk
Liczba stron: 632

Muszę przyznać, że na podstawie Pieśni Lodu i Ognia zaczynam rozumieć zasadę "najpierw czytam, potem oglądam". Z serialem jestem na bieżąco, z książkami jak widać trochę do tyłu. Sezon piąty czerpał też z "Uczty dla wron", o pewnych wydarzeniach z "Tańca" już słyszałam z różnych źródeł, więc oglądało mi się średnio. A czytało jeszcze mniej przyjemnie...

Przywykłam już do tego, że Martin potrafi mnie zaskoczyć a w Pieśni dzieje się dużo. Tymczasem nie wiem, czy to wrażenie wynikłe z zaspoilerowania sobie pewnych wydarzeń, czy rzeczywiście w pierwszej części "Tańca ze smokami" działo się dużo mniej. Bardzo często odnosiłam wrażenie, że jest tylko krótkim przerywnikiem od wydarzeń naprawdę istotnych w Westeros - w Królewskiej Przystani i "pod rządami" Stannisa. Zarówno wątek na Murze, w Winterfell czy Meereen wydają się mniej istotne - mniej tam intryg, mniej akcji. Ogólnie - mniej wszystkiego, co w Pieśni ważne i klimatyczne.

Właściwie tylko wątki z dwóch perspektyw wypadły interesująco - Tyriona i Brana. Pierwszego uwielbiam, jest moją ulubioną postacią w powieści. Tym razem też nie zawiódł - jego przemyślenia, relacje z ludźmi wciąż są niezwykłe - odważne i przerażająco szczere. Lannister nie raz już zaskoczył swoją inteligencją, tu również jego dociekania są niezwykle błyskotliwe, a sarkastyczne komentarze, choć zabarwione czarnym humorem, bawią. Do tego miał kontakt z prawdopodobnie największym spiskiem w powieści, a część wydarzeń, w których brał udzial była w serialu pominięta lub zmieniona - nie będę ukrywać, że bardzo mnie to ucieszyło.

Tymczasem Bran jest dla mnie niespodzianką - dotąd nie lubiłam rozdziałów z jego perspektywy, a teraz odebrałam je całkiem pozytywnie. Nie tylko dlatego, że były stosunkowo nowe, ale i z bardziej prozaicznego powodu - wprowadził sporo nowych tajemnic.

Największe rozczarowanie powieści? Daenerys. Jej wątek był po prostu nudny i dłużył się niemiłosiernie - dziewczyna bez przerwy nie wie co robić, ale słuchać doradców nie będzie. O walkach coś się tam słyszy, ale wszystko jest przedstawione tylko z punktu widzenia Danny, a więc Martin nie pokazał nic konkretnego. Poza tym, o ile lubię politykę w fantastyce i często przyjemniej czyta mi się o niej niż o walkach, to w tym przypadku wydaje się nieudolna i nie czyta się tego dobrze. Do tej pory jej kibicowałam, ale coraz ciężej mi uwierzyć, że ma szansę przejąć władzę w Westeros. Już Sansa lepiej knuje i prędzej by sobie poradziła...

Do tej pory kolejne części Pieśni czytało mi się bardzo szybko i lekko, tymczasem "Taniec ze smokami" męczyłam dość długo. Nie porwał mnie, nie zachwycił, był dość przeciętny, a fragmentów, które zaskakiwały lub sprawiały, że ciężko się oderwać od lektury było niewiele. To nie do końca wynik znajomości części fabuły - po prostu została opisana bardzo statycznie, przeładowana opisami. często nic nie wnoszącymi lub pozostawiającymi uczucie deja vu - szczególnie w przypadku nieszczęsnej Matki Smoków.

Niestety, ale część pierwsza tomu piątego była nijaka. Całe szczęście, że w drugiej akcja wróci do Królewskiej Przystani.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę
Może Wam podobała się bardziej? Proszę o komentarze :)

8 komentarzy :

  1. Po "Uczcie dla wron" te tomy ogromnie mi się podobały. Nie były idealne, ale podobały mi sie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie o wiele bardziej podobała się "Uczta" :)

      Usuń
  2. Przeczytałam dwa tomy, na razie mi się podobało. Ciekawe jak będzie dalej :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po tę serię, jednak planuję to zrobić w najbliższym czasie, bo chciałam również zacząć oglądać serial ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria jest genialna, mimo że ten tom nie był najlepszy :)

      Usuń
  4. Cały cykl Pieśni Lodu i Ognia uwielbiam :) Zgodzę się z Tobą co do Daenerys. Dla mnie również jej rozdziały były nużące, a jej postać niezmiernie mnie irytowała, decyzje, które podejmowała w większości były bezsensowne i dziecinne. A Tyrion to zdecydowanie jeden z lepszych bohaterów :) Pozdrawiam :)
    http://biegiemdoksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Na szczęście w moim przypadku pojawił się Tata (również wielki fan GoT) i przestrzegł mnie od razu - najpierw przeczytaj a potem oglądaj. Bardzo się cieszę, że tak zrobiłam i mogę śmiało przyznać, że seria książek jest o wiele wiele lepsza niż serial. A postać Daenerys... W pierwszej części zapowiadała się dobrze i ciekawie. Z przerażonej siostry Viserysa zamieniła się w silną Matkę Smoków....Niestety potem było już tylko gorzej, flaki z oleju. Na szczęście prócz niej jest jeszcze kilku ciekawych bohaterów :)
    Pozdrawiam

    damecarax.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku podobała mi się jej postać, ale coraz słabiej wypada. Za to w serialu Danny dalej jest ciekawa, a wydarzenia z Meereen bardziej dynamiczne :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...