Strony

Archiwum bloga

piątek, 2 stycznia 2015

[50] [Nie]żyli długo i szczęśliwie - "Jedyna"

Tytuł: Selekcja: Jedyna
Autor: Kiera Cass
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320

źródło
Nadszedł czas na zakończenie przygody z "Selekcją". "Jedyna" to oficjalnie ostatni tom. Jak na razie, bo na Good Reads można znaleźć trochę informacji o planach Cass, a świadczą o czymś innym. Nie powiem, trochę przykro mi się zrobiło, gdy poznałam zakończenie tej historii, bo nie tego się spodziewałam... W każdym razie, zapraszam na dość ogólne wynurzenia, co mnie w serii najbardziej irytowało, najbardziej się podobało, a w tym tomie osiągnęło apogeum.


America dostała się do ścisłej elity czterech dziewcząt biorących udział w Eliminacjach. Nie oznacza to jeszcze, że jej szanse na wygraną są bardzo duże lub większe niż dotąd. Została w pałacu tylko dzięki kilku kłamstwom Maxona i uczuciu, którym ją darzy. Nienawidzona przez króla i samotna niewiele może zrobić, by przekonać do siebie księcia.

Od samego początku serii nie pasowało mi jedno - ataki rebeliantów. Napaść na pałac i to wielokrotna wydaje mi się co najmniej dziwna. Dziś taka napaść jest czymś nie do pomyślenia - obecnych przywódców państw strzeże się zbyt dobrze, by coś takiego mogło mieć miejsce. Ciężko mi uwierzyć, że lata i dwie wojny później ataki na pałac i stworzenie zagrożenia życia dla władców jest tak proste. Że system bezpieczeństwa jest niedostateczny, ochrona sobie nie radzi. I że w takich warunkach rodzina królewska ileś lat już przetrwała (ile tak właściwie?).

Problem wiarygodności opowiadanej historii, to coś, co rośnie z każdym kolejnym tomem. Jeszcze jeden aspekt mnie nurtuje - jak to możliwe, że Illea, w której obywatelom żyje się źle, są biedni, bliscy nędzy, każdego dnia boją się o przyszłość, jeszcze przetrwała? Jakim cudem nie ma tam wojen domowych czy choćby protestów? Pewnie, można zakazać zgromadzeń publicznych, posiadania broni, protestowania i wszelkich oporów wobec władzy, wprowadzić godzinę policyjną... Ale kurczę, nawet z Chin czy Rosji, rządzonych bardzo twardymi rękami, czasem dochodzą wiadomości o protestach i rosnącym niezadowoleniu. Illea ma tylko swoich rebeliantów, którzy za bardzo się nie starają.

Postacie są utrzymane konsekwentnie w stosunku do poprzedniego tomu. Mniej kłótni między Ami i Maxonem, co książce wychodzi na plus. Dziewczęta między sobą również się mniej kłócą, ba, potrafiły się nawet zaprzyjaźnić. Dużym zaskoczeniem jest postać Celeste, która jednak nie okazała się tak zła, jak Cass od początku nam sugerowała. W gruncie rzeczy jest całkiem sympatyczna, a motywy jej zachowania logiczne. Niestety, mamy nowy bardzo czarny, bez cienia dobrych stron charakter - króla. Częściowo jego zachowanie również można usprawiedliwić motywami, ale te  nie do końca są logiczne - nie ma powodu, by rządzić tak twardą ręką. Za czasów pierwszego Illei takie były, ale obecnie rodzina królewska na tyle pewnie trzyma władzę, że mógłby sobie odpuścić. Zwłaszcza, że chyba nie jest do końca zły, o czym świadczy jego stosunek do żony. Kobiety z niskiej klasy, którą jednak zdecydował się poślubić.

W tym tomie po raz pierwszy pojawiło się sporo zwrotów akcji. Część z nich była kompletnie nie do przewidzenia, część można było częściowo przewidzieć, choć bez znajomości szczegółów. To wyszło książce na plus, choć i one były czasem naciągane. Zwłaszcza poznanie rebeliantów.

Sęk w tym, że wszystkie niedociągnięcia powieści widać dopiero później, po zakończeniu lektury. W jej trakcie czytelnik nad niczym się nie zastanawia, tylko leci przez kolejne strony ja burza, chcąc jak najszybciej poznać zakończenie historii, wiedzieć, co dalej będzie z Ami. Dopiero później zastanawia się i widzi wszystko, co jest w tej książce słabe. Właśnie dlatego seria "Selekcja" może zostać uznana za dobrą w określonych warunkach. Jest idealnym czytadłem na zabicie czasu, gdy człowiek chce się oderwać od poważniejszych myśli czy problemów. W takich okolicznościach sprawdza się idealnie i mogę z czystym sumieniem ją polecić. Będzie się też podobała wszystkim fanom romansów i osobom nie oczekującym wiele od książki. Pozostali powinni być ostrożni.

Proszę o komentarze :)

9 komentarzy :

  1. To raczej nie moje klimaty. Może kiedyś spróbuję się zabrać za tę serię... ale raczej później niż wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej późno niż wcale :) Chociaż tu i "wcale" złe nie będzie. Najlepsza część to pierwsza, reszta coraz słabsza.

      Usuń
  2. "Rywalki" jeszcze przede mną i jestem pewna, że niedługo w końcu znajdę dla nich czas. Uwielbiam te okładki!
    PS Dołączam do obserwatorów i czekam na kolejne posty :)
    Pozdrawiam, Shelf of Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładki są cudne! Lepsze od książek :D
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  3. Ja ten tom odebrałam najgorzej i zgadzam się, że szersze spojrzenie ukazuje braki serii. Rebelia, o której wspomniałaś, taka nijaka była, nawet ze strony tej "gorszej" części. Mnie irytowała również sztuczność w żałobie, a zakończenie takie trochę za szybkie, bez większych wyjaśnień i już wszystkie problemy rozwiązane.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Cass tak bardzo skupiła się na samych Eliminacjach i relacjach między mieszkańcami pałacu, że tło jest niedopracowane. Jakieś musiała stworzyć, a że nie ono miało być najważniejsze, to nie musiało być tez perfekcyjne, wystarczy, że doda trochę dramatyzmu. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę.
      Że wszystkie problemy zostały szybko rozwiązane dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie ten akapit, że nie czeka ich długie i szczęśliwe życie, a pełne problemów. Gdyby zostawić to w takim baśniowym klimacie jak "Rywalki" z "I żyli długo i szczęśliwie" jeszcze dałoby się to usprawiedliwić.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Mam tę serię w postaci e-booków i mimo wszystko spróbuję ją przeczytać. :)

    recenzje-awlays.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego czytania :) Mam nadzieję, że spodoba ci się bardziej niż mnie :)

      Usuń
  5. Czytając "Jedyną" poczułam się niedoceniona. Moim zdaniem autorka podeszła do czytelników trochę jakby nie mieli mózgów. Rozwiązanie, owszem, jest, ale tylko powierzchowne - wszystkie kwestie polityczne i emocjonalne zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chyba jestem za duża na takie baśnie. ;) Tym niemniej trylogię czytało mi się szybko, polubiłam postacie i nie żałuję, że miałam z tymi książkami styczność - czasem potrzeba takiego odstresowania przy lekkiej lekturze. Jednak po czwarty tom nie sięgnę - chyba nie chcę dokarmiać niepohamowanej żądzy pieniądza, jaką wykazuje autorka.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...