Strony

Archiwum bloga

wtorek, 23 grudnia 2014

[47] Rolnik... Yyy... Książę szuka żony - "Rywalki"

Tytuł: "Selekcja: Rywalki"
Autor: Kiera Cass
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 336


Wspominałam już, że "Rywalki" podobają mi się o wiele bardziej niż "Książę i Gwardzista". Pisałam wtedy również, że moja niechęć do "KiG" może wynikać z tego, że przeczytałam tę książkę przed pierwszym tomem serii. W tym przypadku się myliłam - po prostu te dwa opowiadania są słabe.


America była zwykłą nastolatką, która nie miała dużych aspiracji - przeciwnie, jeśli miałaby być dzięki temu z ukochanym mężczyzną, była gotowa na degradację społeczną. Nie w głowie był jej jakiś książę, pałac czy pieniądze. Chciała tylko mieszkania z Aspenem i dzieci. Mimo to, pod namowami chłopaka i swojej rodziny, wzięła udział w Eliminacjach, których wygranie równało się z zostaniem żoną księcia. Nie sądziła, że ma szanse, a jednak - znalazła się wśród 35 wytypowanych dziewczyn.

"Wiem, że jest ci ciężko, ale tak wygląda życie. W porządku?"

Nie w porządku, zważywszy, że taki tekst pada do dziecka, które ma 7 lat. Ale nie jest też dziwny czy nie na miejscu - to chyba najlepsze podsumowanie sytuacji w Illei, jakie padło w całym tym tomie... Ale ta sytuacja mnie fascynuje i żałuję, że nie została bardziej rozwinięta - jak to się stało, że po tylu latach Ameryka wróciła do systemu kastowego? Jakim cudem ludzie to tak lekko kupili? Jak zmieniono, na bardziej rygorystyczne, normy obyczajowe? Wiem, że nie takie rzeczy działy się w historii świata, ale tu autorka ma okazję pokazać dokładnie, jak wszystko przebiegało. W "Rywalkach" to nie miało miejsca, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach zostanie jeszcze nadrobione. Jestem żądna wiedzy o świecie, w jakimi America żyje i jego historii - bez tego książka może stracić na wiarygodności.

Bohaterowie... No różnie z nimi tutaj. Główna bohaterka zrobiła na mnie złe pierwsze wrażenie, jeszcze w opowiadaniu "Książę", ale i tutaj nie robi innego - mimo że wiem w jaki sposób trafiła do pałacu, wiem, że była bardzo nieszczęśliwa, to jej zachowanie było skrajnie nie na miejscu. Niesamowicie irytujące. Głupie. Jednak trochę zyskuje przy bliższym poznaniu. Jej poświęcenie i podejście do ludzi robią wrażenie. 

Sporo miejsca poświęcono też innej kandydatce w Eliminacjach - Celeste. I tu niestety pojawia się problem, bo akurat ona jest postacią tak sztampową (nie żeby pozostałe postacie kompletnie sztamowe nie były), że to aż boli. Od pierwszego spotkania widać, ze jest "tą złą", że będzie konflikt między nią i Americą. Po co to, to ja nie wiem. O wiele milej by było, gdyby choć przez chwilę czytelnik mógł się łudzić - może jednak nie jest tak zła? Może się zaprzyjaźnią? No, ale jest, jak jest i niezbyt mi się to podoba.

A teraz wrócę do chwalenia, czyli co, poza sytuacją w Illei, mi się podoba. Klimat. Taka baśń, dla trochę starszego czytelnika. O księżniczkach, księciu, o tym, że nieważne kim jesteś, możesz dużo. Że będzie lepiej, jeśli tylko chcesz. Że masz na wszystko wpływ, że zawsze znajdą się dobrzy ludzkie, którzy pomogą... Nie znam nikogo, kogo taka wizja by nie uwiodła.

Sam wątek romantyczny też jest fajnie poprowadzony. Nie tak od razu, od pierwszego wejrzenia, a jednak stopniowo. Przynajmniej ze strony Ami. I nie jest przesadzony - nikt nie myśli tylko o miłości. Przeciwnie - bardzo często do małżeństwa z księciem podchodzi się w sposób pozbawiony uczuć. Tylko dla korony, dla podniesienia statusu społecznego. Nic więcej. Nie jest za słodko, za pięknie.

Parę naprawdę sympatycznych postaci, o których miło się czyta - Marlee, służące Ami, jej siostra i ojciec, Maxon... Polubiłam ich i bardzo chciałam sięgnąć po kolejny tom, zaraz po przeczytaniu tego. Ostatnio rzadko się to zdarza.

Rzadko czytam książkę, która z założenia jest romansem i ciężko w niej szukać wątków, które można przypisać innym gatunkom. Fantastyce jest bliska tylko dzięki wycieczce w przyszłość, jaką nam funduje. Nigdy nie zdarzyło mi się czytać dobrego romansu. Do czasu "Rywalek".

Oj, no i bądźmy szczerzy - babą jestem, lubię sukienki.

>*<
Tytuł post zawdzięcza mojej mamie. ;)

>*<
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Czytam fantastykę, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu.

Proszę o komentarze :)

4 komentarze :

  1. Muszę przyznać, że nigdy nie byłam przekonana do tej serii gdyż osobiście nie jestem fanką nastoletnich romansideł, ale być może za bardzo oceniłam te książki po okładce. Przekonałaś mnie do tego słowami, że jest to baśń dla starszych czytelników, bo ostatnio jestem totalnie zakochana w serialu Once Upon a Time i potrzeba mi tego więcej!
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ambitna nie jest, romanse z założenia takie nie są. Ale jest dobra, jak na swój gatunek. W porównaniu do innych też nie najgorsza :)

      Usuń
  2. Książka nie jest zła, ale rewelacyjna tez nie. Przyjemnie się czyta, na zabicie czasu idealna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na swój gatunek jest rewelacyjna. W porównaniu do innych dobra :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...