3. Osobisty post o wszystkim i o niczym

źródło
No i stało się. Minął kolejny miesiąc, nie wiadomo jak i kiedy. Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem czas nie przyspieszył. Jeszcze niedawno zaczynała się jesień, liście zmieniały barwę, ale wciąż było ciepło. Teraz jesień mamy pełną gębą, z całą szarością, niesamowitą ilością mgły i pierwszymi przymrozkami. Ba, nawet pojawiają się informacje o pierwszym śniegu w górach. Nie zauważyłam tego przejścia. Tak jakby jednego dnia jesień nadal była piękna i łagodna, następnego groziła już zbliżającą się zimą. Trochę smutno mi z tego powodu. Kiedy przestałam zwracać uwagę na takie rzeczy? Kiedy przestałam się uśmiechać na widok złotych liści i błękitnego nieba? Czy zdołam jeszcze odnaleźć w tym urok, czy dalej będę zaskoczona "ale to już? to koniec kolejnego miesiąca i świat się zmienił?"?

Dopadło mnie jesienne przesilenie. Już nic mi się nie chce, niewiele sensu widzę w tym, co robię. Sytuacji nie poprawia ilość tego, co mam do zrobienia - moja tablica korkowa, na której przyczepiam "przypominacze", co na kiedy ma być, zaczyna wyglądać jak wytapetowana. I nieważne co i ile robię, karteczek tylko przybywa... To zniechęca. Bardzo. Na dodatek dziekanat ma nowe hobby - straszenie studentów skreśleniem z listy. Miesiąc, a już usłyszałam 2 takie groźby. Powodem takiego skreślenia może być wszystko - nie podpisanie w terminie ślubowania (dano nam znać w czwartek, że do końca tygodnia mamy je podpisać. W piątek dziekanat nieczynny), niepodpisanie na czas umowy (dano je nam na nieobowiązkowym wykładzie na 8 rano w czwartek. Zdziwienie wielkie, że w sali zamiast 80 osób niespełna 20). Podobno wspominano też coś o niedostarczeniu kopii dyplomu na czas - hallo, może najpierw nam te dyplomy wydajcie? I znajdźcie lepszego tłumacza, skoro obecny ma problem z przełożeniem kilku suplementów na angielski. O kolidujących zajęciach na jednym kierunku nie będę wspominać. O zmianie numerów kont opłat za akademik, kiedy większość już zapłaciła też nie. Tak, wszystkie te cudowne wydarzenia w obrębie jednej uczelni. W zasadzie to mogą już skreślać studentów z tych list. Chyba wszystkim ulży. Studenci nie będą się denerwować dziekanatem, dziekanatowi studenci nie będą przeszkadzać w pracy...

Pociesza mnie to, że niedługo będzie długi weekend. Nawet jeśli nie nadrobię wszystkiego, to chociaż się wyśpię. I poczytam. Dawno mi się nie zdarzyło, że prawie miesiąc męczę ciekawą, ale niezbyt długą powieść - nie sposób czytać dla przyjemności, kiedy kilka tomów na uczelnię straszy objętością i zbliżającym się terminem zaliczenia. Nie sposób ich wziąć ze sobą na uczelnię czy do autobusu - za duże. A czytanie wtedy powieści jakoś mniej przyjemne się robi, bo w pamięci pozostaje "Średniowiecze" Michałowskiej...


Proszę o komentarze.

Komentarze

  1. Mnie też dopada taki jesienny leń. Zaczęło się we wrześniu i mam nadzieję, że w listopadzie przejdzie, bo mam dużo do zrobienia...

    Nominowałam cię do Liebster Award. Pytania znajdziesz tutaj:
    http://zaczytane-zwariowane.blogspot.com/2014/11/podsumowanie-pazdziernika.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mi się zdaje, że czas jakoś przyspieszył! Co się nie obejrzę, to już kolejny poniedziałek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No złośliwy ten czas! Co on sobie myśli, by tak pędzić!

      Usuń
  3. Hej, nominowałam Cię do "Liebster Blog Award". Po pytania zapraszam tutaj : http://ingeniousmindofart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.