Bo złym pisarzem jest... Meyer! - szufladki

Pani Meyer jako pisarka stała się postacią budzącą tak sprzeczne opinie, że nie da się obok niej przejść obojętnie. Emocje związane ze "Zmierzchem" wprawdzie już dawno opadły, jednakże w towarzystwie osób czytających czasem ciężko powiedzieć "lubię Zmierzch", a jeszcze trudniej w towarzystwie tych, które nie czytają. Pierwsi czasem się pośmieją, czasem oleją. Drudzy prędko zaszufladkują jako pustą trzynastolatkę lub kogoś, kto nie może dorosnąć, jest mało ambitny... Oczywiście generalizuję, nie zawsze tak jest. Jednakże skoro często tak, to wykorzystam sobie panią Meyer i na podstawie jej fanów i antyfanów pomówię o szufladkach.


Fani "Zmierzchu" i Meyer zachwalają jej książki, bo świetna fabuła, bo bohaterzy cud, miód i orzeszki, można się w nich zakochać. I jakaś głębia jest. Antyfani, zarzucają, że fabuła płytka, że Bella to idiotka, która potrzebuje faceta, by żyć, styl autorki jest beznadziejny, a sama książka to głupi romans. Fani niby są dziecinni, a antyfani, to zwyczajni idioci niedostrzegający geniuszu bądź pozują na intelektualistów. Argument z pozowaniem jest piękny i obecnie dotyczy niesamowitej ilości spraw, choćby czytania w komunikacji miejskiej...

Nieważne, na ten temat napisze innym razem. Ważne, że wszystkie podawane argumenty są na tym samym poziomie, który to albo zahacza o poziom morza, albo znajduje się już pod nim. Przykre, zwłaszcza, że mówimy o książce. Tylko książce. Każdy może do niej podejść subiektywnie. Każdy ma prawo do własnego zdania. Do czytania tego, na co ma ochotę. W praktyce nie ma, bo za sam dobór lektur można niesamowicie oberwać. I gdzie ta nasza wolność? Poszła w diabły z dotrzymywaniem obietnic wyborczych?

Co ja mam do "Zmierzchu"? Nic. U mnie na półce też stoją wszystkie cztery tomy. Wszystkie przeczytałam, pierwszą część chyba nawet dwa razy. Po raz kolejny znajduję się gdzieś pomiędzy fanami i antyfanami - lubię "Zmierzch", ale nie zachwyca mnie jak wiele innych książek.

Po pierwsze jest to książka prosta i lekka. Nie ma nas uczyć (choć i tutaj można polemizować -
poświęcenie, lojalność, przyjaźń i miłość są wyeksponowane nie gorzej niż w "Harrym Potterze"), przedstawiać prawd moralny i intelektualnych, zmuszać do myślenia o sprawach życia, śmierci i czego tam jeszcze. Ma bawić. Taka, o dziwno, jest rola współczesnej prozy. Nie ma powodu, by rozwodzić się nad martyrologią czy czymś takim. Przy "Zmierzchu" mamy po prostu miło spędzić czas. Nie ambitnie czy rozwojowo. Miło. Pośmiać się, wzruszyć. Odpocząć. I nic w tym złego, że ludziom się podoba. Okey, język jest prosty. To umieranie Belli po wyjeździe Edwarda śmieszne. I co z tego? To romans, powieść lekka z zasady. Krytykowanie w ten spsób jest absurdem. to tak, jakby sięgnąć po "Ulissesa" Joyca i powiedzieć, że jest zły, bo trudny. Albo jeszcze lepiej - porównać "Zmierzch" z "Ulissesem" i na tej podstawie stwierdzić, że jest zły. Śmieszne, przecież to nie ta kategoria. A "Zmierzch" do prozy ambitnej nigdy nie aspirował.

Nie pojmuję bumu na wspaniałość "Zmierzchu". Nie pojmuję hejtowania "Zmierzchu". Ta książka na to nie zasługuje. Ani na jedno, ani na drugie. A samą Meyer zostawmy w spokoju - kurczę, kobieta odwaliła kawał dobrej roboty - nastolatki zaczęły czytać. Książki, nie posty na Facebooku. A fakt, że nie sięgnęły po
"Ulissesa" nie jest niczym złym. Chodzi o to, by czytać, to co lubimy, a nie katować się ambitną lub pseudoambitną literaturą. I serio, czy prosty język może być w tym przypadku zarzutem? Jak inaczej pisać romans? Używając górnolotnych porównań i słów, wymagających od czytelnika siedzenia ze słownikiem? Powodzenia w sprzedaży książki. I z recenzjami, bo będzie to śmieszne i karykaturalne. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że pisarz pisze tylko dlatego, że lubi a nie dla pieniędzy, bo te się nie liczą. To tak jakby powiedzieć, że lekarz, informatyk, murarz i każdy inny pracownik intelektualny bądź fizyczny nie dostawał pensji, ponieważ lubi swoją pracę.


Meyer napisała książkę, którą ludzie chcą czytać? Świetnie, gratuluję, też tak kiedyś chcę. Nie jest to książka ambitna? Super, przynajmniej nikt nie będzie dzieciaków w szkołach zmuszać do jej czytania. Chociaż "Wiedźmin" też ambitny nie jest, a w szkołach się go ostatnio omawia. Książka ma zagorzałych przeciwników? Okey. Jaka ich nie ma? Po prostu tych od "Zmierzchu" bardziej widać, bo seria stała się bardzo popularna. Ale też faktem jest, że skoro ktoś ma prawo czytać i lubić "Zmierzch" czy jakąkolwiek inną książkę, to inna osoba ma prawo być innego zdania. I nikt nie może tego prawa zabrać.W końcu nie do każdego trafi tego typu książka - jedni lubią horror, inni romans, a jeszcze inni dramat. I zazwyczaj wiemy, co lubimy, a skoro tak, to po co pchać się tam, gdzie wiemy, że coś nam nie podejdzie? I po co wypowiadać się o książce, która nie będzie się danej osobie podobała tylko dlatego, że jest w nieodpowiednim gatunku?

Proszę o komentarze :)

* Obrazki z Fabryki Memów i Demotywatorów.

Komentarze

  1. Tak w zasadzie, to swój sukces Meyer zawdzięcza hejterom. Jak to często bywa w przypadku popkulturowych produktów.
    Książkę czytałam i nie spędziłam przy niej szczególnie miło czasu, nie miałam o niej dobrej opinii. Tylko że potem sięgnęłam po różne popłuczyny po Zmierzchu, tj. młodzieżówki zahaczające o fantastykę (szczególnie te dystopijne młodzieżówki) i nagle Zmierzch przy nich zaczął mi się jawić, jako solidnie napisane czytadło.
    Wniosek: są rzeczy o całe piekielne kręgi gorsze niż Zmierzch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie nie jestem pewna, czy to dzięki hejterom. Na "Zmierzch" trafiłam jak jeszcze był super, och, ach, zajebisty i wtedy też najwięcej osób go czytało. Później zachwytów i sprzeciwów przybyło po filmie, więc może to jednak przez niego?

      Takich rzeczy jest wieeeele. Jakiś czas temu trafiłam na film o zombie zakochanym w śmiertelniczce. Nie oglądałam, ale fabuła wydała mi się "troszkę" przesadzona...

      Usuń
    2. Bo ja się osobiście nigdy z zachwytem nie spotkałam, nigdzie. Jeno hejty. :P

      Usuń
    3. Dalej można zobaczyć sprzeczne opinie na temat tej książki, choćby na webooku.

      Usuń
  2. Cóż, ja przeczytałam tylko pierwszą część i dalej nie zamierzam czytać, bo nie przypadło mi do gustu. Mam swoje zdanie na temat tej serii i może jest ono negatywne, ale nie mam nic do ludzi, którzy ją lubią. Każda książka ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Tak zawsze było i będzie. Myślę, że cała ta nagonka na "Zmierzch" wyniknęła z tej fascynacji (czasami nawet obsesji) tą książką i samymi wampirami, która narodziła się głównie po filmie i była niemalże wszędzie. Im głośniej ktoś wyraża swoje uwielbienie czymś, tym głośniej ktoś inny się temu sprzeciwia. Szkoda tylko, że głównie w tak... prostacki sposób. Tak było Justinem Bieberem, 1D i ze "Zmierzchem". Ja i moja siostra mamy zupełnie innr gusta, jeśli chodzi o książki. Ona lubi te, których ja nie znoszę, a siostra nie znosi tych, które ja lubię, ale to nie oznacza, że mamy się z tego powodu kłócić.
    I może nie jestem fanką tej akurat pozycji, ale rozumiem, że niektórzy wolą czasem poczytać coś prostego i lekkiego, bez skomplikowanego słownictwa i wnikliwego wchodzenia w fabułę. Nie ma w tym nic złego. Czasami to jest wręcz potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Niestety, nie każdy pamięta o tym, że jet to zwyczajnie rzecz gustu i nie świadczy jakoś szczególnie o osobie. Bywa, że i profesora zobaczy się z prostą bądź głupią książką, a przecież nikt nie powie, że jest prostakiem czy coś w tym stylu. Skoro tak, to jakim prawe ocenia się w ten sposób młodego człowieka?

      Usuń
    2. Właśnie. Samo przeczytanie książki nie oznacza, że komuś brakuje inteligencji. Niestety, teraz często ocenia się po okładce.

      Usuń
  3. I zgadzam się z Tobą w całej rozciągliwości. Grunt, że oporni nastolatkowie sięgnęli po książki i u niektórych zaowocowało to miłością do literatury. Meyer zrobiła to, czego nie potrafili zrobić przed nią inni - zachęcić do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Skoro tak, to nie ma sensu oczekiwać od niej więcej, skoro i tak już zrobiła bardzo dużo.

      Usuń
  4. Jakie jest moje zdanie na temat Zmierzchu?
    Nie za bardzo mam zdanie, przeczytałam serię, ale było to dawna, nie, nie mam jej na półce, nie, nigdy się nie zachwycałam, nie, nie szalałam na punkcie Edwarda, ale przyznam się, ze film widziałam. Nie jestem nastawiona szczególnie negatywnie, jednak zawsze, gdy widzę ekranizacje, nie mogę powstrzymać się od uśmiechu i lekkiej ironii w spojrzeniu. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak bardzo hejtują autorkę, napisała coś, co trafiło do mas, niektórym sie to nie podoba, ale to ich sprawa, tak samo jak tych, którzy to lubią.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o film, to również nie umiem powstrzymać takiego spojrzenia. Nie pojmuję, jak może się komuś podobać. Ale są gusta i gusta.

      Może właśnie chodzi o to trafianie do mas - od wieków uważa się kulturę masową za coś gorszego.

      Usuń
  5. Gdybym miała powiedzieć to Lubię Zmierzch, a szczególnie jestem osobą, która nie widzi różnych rzeczy w szarych kolorach, tylko czarno-biało.
    Przyznaję, sama książka nie jest arcydziełem, ale przyjemnie się ją czyta.
    Autorkę lubię z powodu Intruza, niekoniecznie postaci w Intruzie, a świecie.
    Ta druga książka jest o wiele lepsza i radzę po nią sięgnąć w wolnym czasie.
    Btw - sądzę, że człowieka nie powinno się szufladkować po jego słowach, ale po jego czynach, nie podoba mi się, że wielu moich znajomych z uwagi na to, że nie opowiadam się po stronie hejterów zmierzchu, robi mi docinki z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za "Intruza" miałam się wziąć jakiś czas temu, jak czytałam sam "Zmierzch", ale jakoś dotąd się nie zebrałam. Może jeszcze nadrobię.

      Usuń
  6. Pierwsza część moim zdaniem nie była taka zła , jednak nie lubię tej serii , ale raczej tylko dlatego ,że jest już przereklamowana .. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.