Strony

Archiwum bloga

czwartek, 3 kwietnia 2014

[19] Tylko dla przesłania - "Burzowe Kocię"

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Czytam fantastykę, Czytajmy polską fantastykę i Fantastyczna PolskaPrzeczytam tyle, ile mam wzrostu  (2cm).

UWAGA! W recenzji znajdują się informacje na temat zakończenia książki!



Tytuł: Upiór południa. Burzowe Kocię

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Rok wydania: 2009

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 254




"Burzowe Kocię" nie jest moim pierwszym spotkaniem z Kossakowską - jakiś czas temu czytałam "Zbieracza burz" z "Cyklu Anielskiego" oraz zbiór osadzonych w tym samym świecie opowiadań "Obrońcy królestwa". "Kocię" nie przypomina ich w żaden sposób.

Powieść jest o losach Troydena Harlowsa. Mężczyzna to żołnierz, który walczył w Iraku i dostał się do niewoli. Cudem został z niej uratowany, ale w bardzo złym stanie fizycznym od razu trafił do szpitala. W tym momencie powieść się zaczyna - pewnej burzowej nocy przychodzi do niego Kociak. Nie taki zwykły, bo mówiący i najwyraźniej obdarzony nadprzyrodzonymi mocami. Kot pragnie go zabrać do krainy Opodal, aby żołnierz pomógł mu w ocaleniu całego wszechświata przed Idrem - opiekunem Ogrodu Eden, który zdradził, pragnąc zdobyć wiedzę. Po namowach, uznając, że kompletnie oszalał, Harlows zgadza się. Ratowanie krainy wcale nie jest takie proste - Troy traci przewodnika, wędruje po obcym świecie w towarzystwie niebezpiecznych istot, nie wie komu może zaufać, a w końcu dociera na Masyw Krańca i próbuje wykonać misję do końca.

Przez większość czasu opowiadanie czyta się bez większych emocji. Jest przyjemnie napisane, świat całkiem ciekawy i pięknie opisany, ale nic więcej. Główny bohater jest współczesnym człowiekiem - często odwołuje się do znanych filmów i bajek, chce żyć, choć sam nie do końca wie dlaczego i nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim życiem. Trzeba przyznać, że mimo to nastawienie do świata ma zaskakująco pozytywne - normalnie człowiek o takich przeżyciach jak on raczej nie byłby radosny i spokojny. Długo przebywał w niewoli, był torturowany, próbowano wyciągnąć z niego informacje o ruchach wojsk, teraz leży w szpitalu z perspektywą kalectwa do końca życia. Rozumiem radość z tego, że żyje, że już nic mu nie grozi, ale jest to zaskakujące. 

W zasadzie sądziłam, że ta recenzja nie zostanie napisana. Książka była mi doskonale obojętna - ani sympatyczny bohater, ani parę ciekawych zwrotów akcji nie sprawiło, że jakoś bardziej zaczęła mi się podobać. Nie pojawiło się też nic zniechęcającego. Do czasu. Kilkanaście ostatnich stron sprawiło, że zmieniłam zdanie. "Burzowe Kocię" pozostawiło mnie z myślami, których dość długo nie mogłam uporządkować. 

Misja nie zakończyła się sukcesem. A jednak w pewnym sensie nim była. Idr wygrał, kosmos jest skazany na zagładę. Czyżby oznaczało to, że upór i walka do końca nie maja sensu? Nie do końca. Troy się nie poddał, poprosił Kocię, aby zabrało go do innego świata ze sobą. Nie chciał odpuścić, chciał działać. I choć na Ziemi umarł, choć Opodal zostało zniszczone, to jednak w pewien sposób osiągnął sukces - pozostał wierny sobie, swoim ideałom. O tym jest "Burzowe Kocię". Nie o podróży przez obcy świat, rozterkach dotyczących zaufania czy pokonywaniu zła. Cała teść, całe przesłanie sprowadza się do lojalności, walki do końca i wierności. Odwagi i poświecenia, których znamienitym przykładem jest właśnie Harlows.

"O dobro trzeba walczyć. Zło obroni się samo".

Kossakowska poruszyła też starą, dobrą tematykę dobra i zła, w typowym baśniowym wydaniu. Piękne, wielkie i wspaniałe zwykle jest złe. To, co drobne, głupie i pozornie nic nie znaczące często jest dobre. I tak, jak w pierwszym wypadku poznajemy lamię Vianę, która jest piękną dziewczynką, ale pragnie zabić Troya, by się nasycić. Niby mu pomaga, niby prowadzi go w odpowiednim kierunku, ale w rzeczywistości go niszczy. Z kolei Gryzoń, żaba i jaszczurka są drobnymi istotami, które wydaja się bezużyteczne, ale przecież to one ratują życie Troyowi, a potem przeprowadzają go przez pustynię. Są to tylko dwa przykłady, ale w książce można znaleźć ich więcej. 

"Burzowe Kocię" nie jest porywającą lekturą, po którą koniecznie trzeba sięgnąć, ale przesłanie ma piękne i dlatego warto je przeczytać. Z tego powodu i dla niezwykle plastycznych i przyjemnie wpasowanych w treść opisów.



Ocena: 4+/6
Recenzja ukazała się również na portalu Webook.pl

1 komentarz :

  1. Na książki pani Kossakowskiej czaję się od jakiegoś czasu, ale o tej nie słyszałam...
    Co do Mechanicznej ksieżniczki to mnie nie pocieszyłaś, a ja już na drugim tomie się "przejechałam" lekko :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.

Jestem na Facebooku

Szara Kawiarenka

oraz Instagramie

Instagram

...

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl