Ona jest zła. Rzucam ją!

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że każdy, kto coś tworzy, czasem wyklina tę wredną małpę, wenę. Albo wrednego małpiszona wena, bo niektórzy wolą rodzaj męski, z niewiadomych dla mnie przyczyn - wiadomo przecież, że to strasznie kapryśne stworzenie. Zupełnie jak stereotypowa kobieta.

Skubana potrafi czasem przez długie miesiące nie pokazywać nosa i człowiek siedzi, nic nie robi, bo nie wie jak ma się zabrać do dzieła. Pomysłu brak, chęci brak, a jak już coś się niby ruszy, to idzie do kosza, bo złe. Potem przychodzi skruszona, aby swe winy odkupić, niesie naręcze pomysłów, ale to i tak często niedobrze. Wredna przychodzi wtedy, gdy człowiek nie ma czasu spokojnie zjeść, a co dopiero pisać. Zanotuje się coś na skrawku papieru, w kalendarzu. Jakąś myśl, którą przyniosła. Tylko że to nie wystarcza. Gdy czasu znów jest więcej, zostaje się z kilkoma takimi skrawkami i brakiem chęci, by je rozwinąć. Z brakiem pomysłu, bo to co było, w dużej mierze zdążyło ulecieć. I co teraz? Małpa ucieka.
Co zrobić, by jednak została? Albo jak ją zawołać, gdy już uciekła? Podejrzewam, że gdyby posadzić stu autorów w jednym pokoju, to każdy powiedziałby inaczej. Czasem też mimo pomysłów na przyzwanie jej i ich realizacji, efektów brak.
Teraz mam pytanie - czy wena rzeczywiście jest potrzebna? Może wystarczy ten skrawek papieru z nikłym opisem fabuły i trochę chęci? Przegonienie lenistwa? 
Mnie ten zarys wystarcza. Jedyne, czego potrzebuję poza nim, to bat na lenia. Oj tak, ten jest rzeczywistym powodem braku "weny". 
Pisarz to artysta czy rzemieślnik? Pytanie dość stare, głosy różne... Myślę, że sami wybieramy, kim chcemy być. Artystą, który czeka na mityczny twór, który od czasu do czasu obdarza swą łaską, czy rzemieślnikiem, który pisząc pokonuje własną słabość? 
Kurczę, przedstawiłam to tak, jakby artysta miałby być kimś gorszym od rzemieślnika. Nie o to chodzi. Po prostu każdy woli pracować w innych warunkach i ma inne podejście do pisania. Dla jednych przyjemnością jest właśnie to pisanie pod wpływem weny, nerwowe stukanie w klawiaturę, bo pomysłów masa, aż nie nadąża się z przelaniem wszystkiego na "papier". Inni myślą nad fabułą i postaciami, kiedy mają ochotę lub czas. Analizują ich i to jest największa przyjemność. Spisanie tego to już formalność, do której czasem trzeba się zmusić. Ich teksty są bardziej spójne, przemyślane, zaplanowane... Chwila. Czy rzeczywiście? Przyznałam się już, że jestem rzemieślnikiem, a nie mam jakiegoś szczegółowego planu. Mam punkt A i B, w między czasie zaplanowanych parę wydarzeń, które trzeba jakoś połączyć, a jak to się wymyśli później... Spójne? Różnie bywa. Pewnie stali czytelnicy zauważają od czasu do czasu wyskakujące ni z gruszki, ni z pietruszki fragmenty, które postanawiam wprowadzić w ostatniej chwili. No co, też muszę się bawić pisząc, prawda? 
Teraz pewnie ktoś mnie zapyta: skoro nie potrzebujesz weny, to dlaczego rozdziały pojawiają się tak rzadko? Ekem. Zgubiłam bat na lenia. I mnie też czasem trzeba kopnąć w tyłek.
Kojarzycie Pilipiuka? Gość tworzy książki jak maszyna produkcyjna. Nie uskarża się na brak weny, a pisze. Klasyczny przykład rzemieślnika. A King z poprzedniego postu? Chyba też. Przykłady samozaparcia, sumienności i talentu. Takim rzemieślnikiem być...


A Wy? Jesteście rzemieślnikami czy artystami? Jak przywołujecie wenę?


Komentarze

  1. Hm... To zależy.
    Lubię pisać pod natchnieniem, bo jest łatwiej. Niestety nie zdarza się ono zbyt często, więc chyba lepiej być rzemieślnikiem. Szczerzę? Poruszyłaś tu dodatkową rzecz. SPÓJNOŚĆ Na prawdę, lepiej mieć jakiś zarys historii, fabułę. Łączyć wydarzenia, a nie pisać od czapy, bez sensu. Ja mam np. zeszyt z rozdziałami i mam napisane co w danym momencie ma się stać. Oczywiście nie jest to takie aż bardzo dokładne. Ale wiem, że muszę to napisać teraz i w taki sposób by gładko połączyć to z całością.
    Osobiście nie nienawidzę opowiadań nielogicznych, niespójnych i bez większego przemyślenia. One też, chyba najszybciej upadają, bo "autor" nie ma pomysłu na kolejne party. A dlaczego? Bo sam nie wiem o czym pisać i do czego dążyć.
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespójnych i nielogicznych nawet nie czytam :)

      I tak, taki plan jest ważny, ale dla mnie w ograniczonym stopniu. Tak jak mówisz - kilka wydarzeń zaplanowanych, ogólny cel fabuły. Wiem, że jeśli tego planu będzie zbyt dużo, to niestety, ale stracę radość z pisania. Też muszę mieć jakąś zabawę, coś czym sama siebie zaskoczę, bo jakiś pomysł przyszedł i mogę wprowadzić dodatkowy wątek. Z drugiej strony - jak za mało, to zacznę błądzić jak dziecko we mgle.

      Zeszyt z rozdziałami podziwiam - ja notuję tylko plan tego co było - przydaje się przy dłuższym przestoju z pisaniem danego opowiadania.

      Usuń
  2. Ja jestem całkowitym przykładem człowieka leniwego do granic możliwości, choć Ty też. Czasem nawet miałabym ochotę usiąść i coś napisać, ale nie umiem dać sobie tego kopa w tyłek.^^
    Wena jest wspaniała, a te uczucie kiedy w końcu cię złapie! Wtedy wszystko jest piękniejsze i pojawia się sto pomysłów na minutę. Uwielbiam to.
    Lepiej jest się bawić pisaniem, zostawić sobie miejsce dla wyobraźni. Rąbanie wszystkiego według planu mija się z celem, bo nie ma zabawy i wena wtedy nie ma. Spotkałaś kiedyś wena, gdy miałaś coś napisać według sztywnego planu? ^^ Ja nigdy, a przywołać mojego jest naprawdę trudno. Zawsze jednak można liczyć na kubek ciepłej herbaty i jakoś wen powraca.
    A co do pytania, to ze mnie dupa nie artysta ani rzemieślnik. Nic z tych rzeczy. Ja sama nie wiem jak mnie określić^^ Piszę i z weną, i czasem bez niej, a czasem jak mam wenę to nie chce mi się nawet zajrzeć do Worda. Dziwna jestem.
    Dobra ja tu zaczynam pleść idiotyzmy, dlatego powoli się wycofuję.
    Pozdrawiam Olku^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie wystarczą chęci i samozaparcie. Jak zaczniesz robić notatki i skrobać, skrobać, wykreślać, dalej skrobać, to w którymś momencie napiszesz coś naprawdę dobrego, albo wpadniesz na niezły pomysł.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o ich zostawianie - miło wiedzieć, że ktoś czyta.